Nie nadajesz się!![]()
Te słowa słyszałam w swoim życiu wiele razy. Jak mantrę…
I na dość długi czas w nie uwierzyłam. Na tyle mocno, by kurczowo trzymać się tego, co pozornie bezpieczniejsze, znane. By podwinąć ogon pod siebie i się nie wychylać. By przez wiele lat siedzieć w cieplutkiej, własnej strefie komfortu.
Mówili do mnie: „Nie nadajesz się! do pracy z ludźmi!”, „ Jesteś zbyt powolna!”.
A ja podświadomie czułam, że nie mają racji. Ale…… nie umiałam znaleźć argumentów za tym, że jest inaczej. Wiedziałam tylko, że bardzo chcę poznać samą siebie.
Dzisiaj wiem już o sobie, że potrafię budować relacje z ludźmi.
Że (niejednokrotnie) widzę i czuję więcej. Że mam refleksyjną naturę, dzięki której potrafię zauważyć piękno i zachwycać się nim. Sprawiam, że ludzie na moich warsztatach zatrzymują się i niespiesznie chłoną chwilę. Nikogo nie udaję, a zamiast rywalizacji – wolę współpracę. I to są….moje atuty! ![]()
Dziś wiem, że moje doświadczenia i wrażliwość na piękno uczyniły mnie silniejszą i dodały pewności siebie.
Jak doszłam do tego kim jestem i czego chcę?
We właściwym dla mnie, wolniejszym tempie.
Gdy patrzę na moje życie z perspektywy czasu, to kilka faktów z mojego życia miało na to największy wpływ….
Od dziecka kochałam uczyć innych – najpierw misie, lalki, potem młodszych stażem kolegów. Dzisiaj dzielę się wiedzą z uczestnikami moich warsztatów.
Gdy miałam 10 lat zachorowałam na sepsę a do szpitala trafiłam w dosłownie ostatniej chwili. Gdy teraz o tym myślę to zawsze w kategorii daru – daru nauki wdzięczności za to, że……jestem.
Zawsze lubiłam czytać, uczyć się i bawić słowem – dlatego brałam udział w występach, konkursach. Nabierałam przy tym wprawy w ekspozycji społecznej, co (jak się później okazało) pomogło mi w prowadzeniu warsztatów.
Jako Małgosia-nastolatka nie akceptowałam swojego wyglądu i miałam na jego punkcie wiele kompleksów. Jednocześnie (choć nie było to intencjonalne) obserwowałam moją Mamę.
A Mama zawsze o siebie dbała, ubierała się kobieco. I tak jest do dzisiaj:-) Zawsze ciepła, pomocna i serdeczna – miałam szczęście, że mogłam dorastać przy Niej i teraz pielęgnuję tę siłę kobiecości, jaką mi przekazała.
Nie spodziewałam się, że dostanę od życia kolejny prezent:
Tuż po moich osiemnastych urodzinach napisała do mnie Babcia (emerytowana nauczycielka). Bardzo chciała mnie poznać. Jej list na tyle mnie zaintrygował, że dał początek naszym spotkaniom. Babcia Zosia (mimo chorób i tragicznych śmierci dwojga dzieci, wnuczki i męża) cieszyła się życiem i miała serce dla innych. Nauczyła mnie szukać wdzięczności i w głębi, i wokół siebie.
A wokół mnie działo się dużo!
Blisko 30 lat temu poznałam mojego Męża.
W ubiegłym roku minęło 25 lat naszego małżeństwa. Przez ten czas przeżyliśmy wiele, stworzyliśmy rodzinę (mamy dwoje cudownych dzieci, które mi kibicują). Jego wiara we mnie dodawała mi siły. I choć brzmi to pięknie, to ja nie zawsze tę wiarę zauważałam. Dzisiaj – ogromnie Ci dziękuję, Kochanie:-)
To prywatnie. A zawodowo….
Przez 18 lat pracowałam w dużej korporacji. To w niej kontynuowałam zawodowe dziedzictwo Babci Zosi – byłam korporacyjną nauczycielką (trenerką). Odkryłam wtedy, że serce bije mi mocniej, gdy kreuję, wymyślam programy warsztatów. Rozwinęłam tam sztukę rozmowy z ludźmi, doświadczyłam, jak wsłuchiwać się w ich potrzeby. Ale…czułam, że po 18 latach nic mnie w tym miejscu już nie spotka, czas wyruszyć w dalszą drogę! Tak bardzo chciałam coś zmienić w swoim życiu, że przez kolejne trzy lata zmieniałam pracę czterokrotnie!
Wtedy każda kolejna praca była tylko większym rozczarowaniem, ale mądrość życiowa przychodzi (jak zwykle po czasie). Zrozumiałam, że w każdej z tych prac czegoś się nauczyłam. Na przykład tego, że nie mogę pracować w miejscu, w którym nie szanuje się ludzi. Albo, że mam odwagę i potrafię być asertywna. I dobrze sobie radzę!
W międzyczasie przeczytałam kilka książek z zakresu rozwoju osobistego. Najważniejsze przesłanie z nich to: „Pokochaj siebie” i „Wybaczaj, autentycznie”. Towarzyszą mi do dzisiaj.
Z perspektywy widzę, że cały czas budowałam siebie. Z tyłu głowy nadal słyszałam: „do niczego się nie nadajesz”. Perfekcjonizm pozwalał mi udowadniać sobie samej, że tak nie jest. Ale nie widziałam, że powstrzymywał mnie skutecznie przed działaniem. Do czasu, aż zapragnęłam poznać jak to jest być dobrym trenerem.
I tak na mojej drodze stanęła Grupa SET. Miejsce, w którym zrozumiałam, że jednak się nadaję! I jestem gotowa, by iść dalej. Jedna z uczestniczek warsztatów zostawiła mi potajemnie rysunek, który podpisała tak: „Nie bój się i lataj wysoko, bo masz silne i piękne skrzydła”.
To w Akademii po raz pierwszy zdefiniowałam swój cel (podczas Coachingu wizji). Ten cel nie był do końca precyzyjny, ale był nade wszystko mój, unikalny, z serca…Chciałam stworzyć miejsce przyjazne dla ludzi, w którym, otoczeni Naturą, mogą się rozwijać. Dzisiaj tworzę je tam, gdzie zabieram uczestników moich warsztatów. I marzę o własnym, ziołowym siedlisku edukacyjnym.
Moją miłość do Natury przypieczętowałam niedawno kursem zawodowym Zielarza-Fitoterapeuty prowadzonym przez Instytut Zielarstwa Polskiego i Terapii Naturalnych
To właśnie na kursie poczułam, że chcę propagować cudowną wiedzę – zielarską, oczywiście! Zaczynałam od warsztatów zielarskich dla dzieci, czasem opublikowałam zielarskie ciekawostki na FB. Założyłam firmę w urodziny Córki. Kilka dni po tym, jak zadzwoniła do mnie Krysia i powiedziała: „Gosiu, bo Ty jesteś trochę taka Szeptucha, prawda? Zrobisz dla naszych Pań warsztaty zielarskie?”.
Nie byłoby ich, gdyby nie ludzie i wydarzenia, które stanęły na mojej drodze. Gdybym nie mój Mąż i dzieci, które mówią: „Umiesz zadbać o innych”, „Nie boisz się wyzwań”. Gdyby nie Wielka Lekcja Wdzięczności. Ty też masz takich ludzi i wydarzenia w swoim życiu. Czy zauważasz, które to?![]()
Nazywam się Małgorzata Pankowska. Jestem zielarką z pasji i wykształcenia. Na moich warsztatach zielarskich łączę piękno ludzi z pięknem Natury.
